Nagle na salę weszły... No jasne... Nie kto inny jak Tsuhikii i Manku. Westchnąłem. Obydwie od razu rzuciły się do mego łóżka.
-Itachi!- krzyknęły jednocześnie.
-Nie mam siły... Wybaczcie...- powiedziałem i zamknąłem oczy. Wraz z tymi dwiema zawsze w parze szły kłótnie, w których i tak obydwie przegrywały.
-Itachi...- zaczęła Tsuhikii, ale jej przerwałem:
-Nie Tsuhikii. Nie Manku. Ja już wam to mówiłem. Ja nie mogę wam dać tego, czego chciecie. I koniec. Jestem chory i zmęczony. Dajcie mi święty spokój...- powiedziałem. - Ten kto umarł i wrócił do życia, nie ma szans tak szybko stanąć na nogi... A już na pewno nie po śmiertelnej chorobie i walce na śmieć i życie... Nie jestem w stanie z wami rozmawiać... Nie mam siły...- powiedziałem.
<Tsuhikii? Manku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz