niedziela, 21 grudnia 2014

Od Sasuke #281

Obudziłem się wcześnie. Co mnie obudziło...? Wrzask Juubi'ego:
-Wstawaj, bo zaraz umrę z nudów!- ryknął. Od razu zerwałem się.
-Co ty kurwa jesteś...?! Trąba Jeryhońska?!- warknąłem. Coś tylko prychnął i uciszył się. Użyłem Kanchi. W pobliżu był Orochimaru. Błyskawicznie zmieniłem się w człowieka i wyszedłem z jaskini. Stanąłem przed Wężowym Sanninem.
-Czekałeś...?- spytałem.
-Nie... W sumie to nie...- odparł.- Ale nie po to tu jestem... Mam dla ciebie zadanie... Chcę byś sprawdził swe umiejętności...- zaczął mrużąc oczy.
-Co mam zrobić?- spytałem.
-Zrównać z ziemią Moyagakure...- wyjaśnił i oblizał się. Skinąłem głową.
-Kiedy?- spytałem.
-Teraz... Jest w sumie nie aż tak daleko, biorąc pod uwagę twoje umiejętności teleportacji...- odparł. Znów skinąłem głową i zniknąłem...

Po pięciu minutach znalazłem się w pobliżu. Obejrzałem swój cel.
-Nie będzie to trudne...- mruknął Juubi.
-Faktycznie...- odparłem.
-Możesz użyć wiatru... Albo ognia... Lub błyskawic... Albo mnie...- wyliczał.
-Z tobą jeszcze poczekam... Dla ciebie będzie inny show...- powiedziałem i ostatecznie stwierdziłem, że w końcu miałem sprawdzić swe umiejętności... Użyłem techniki przywołania i pokierowałem węża pod ziemią na wioskę... Kiedy znalazł się w centrum, użyłem ścieżki zwierząt i przywołałem czarnego orła. Wskoczyłem na niego i uniosłem się nad centrum wioski. Wtedy użyłem Amaretasu i otoczyłem nimi wioskę. Dały się słyszeć krzyki. Wszędzie. Uśmiechnąłem się. Lubiłem ten dźwięk... Wtedy mój wąż wypełzł spod ziemi prosto do Gabinetu Hokage. Zaśmiałem się. Wrzaski. Jak ja lubiłem kiedy ktoś tak wrzeszał... Zacząłem zwężać krąg czarnych płomieni, aż pochłonęły całą wioskę. Następnie je ugasiłem i odwołałem węża. Nastała cisza. Nic już nie było słychać... Uśmiechnąłem się pod nosem i złożyłem pieczęć... Zniknąłem...

Po pięciu minutach znalazłem się pod swoją kryjówką. Orochimaru pojawił się przede mną.
-Wykonałem zadanie... Moyagakure już nie istnieje... Pochłonęły ją me płomienie Amaretasu... To była krótką walka...- powiedziałem.- Łatwizna...- dodałem.
-Dobrze... Bardzo dobrze...- pochwalił mnie i zniknął. Uśmiechnąłem się pod nosem i wszedłem do swojej kryjówki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy