Skinąłem głową i zamknąłem oczy.
Zobaczyłem jak żywe płomienie mej wioski. Twarze ludzi. Ciszę, w której jedynym odgłosem było strzelanie płomieni. Mój dom. I Itachi zabijający rodziców na moich oczach... I jego słowa... I jego Sharingan... I genjutsu jakie na mnie rzucił... I później szpital, z którego ucieklem... I powrót do wioski z nadzieją, że to był tylko zły sen... I żal... Ból... Gorycz... Nienawiść... I wściekłość na brata i samego siebie... Byłem za słaby by ich ocalić... Zbyt słaby...
-Czasu nie cofniesz...- mruknął Juubi.
-A co ty możesz o tym wiedzieć...- prychnąłem do niego.
-Akurat dość sporo... Jestem początkiem i końcem tego świata... Coś jednak się wtedy wie... Moja postać do czegoś zobowiązuje...- mruknął.
-Wal się...- warknąłem.
-Szacunku...- zażądał.
-Nie, że coś, ale to ty urzędujesz w mojej podświadomości...- odparłem.
-Faktycznie. Zamknięty w klatce opatrzonej pieczęcią.- warknął.
-Daj spokój... I tak cię z niej nie wypuszczę... Mam już plan, w którym cię uwzględniam, ale na niego jeszcze nie pora...- powiedziałem.
-Przecież go znam... I jakoś mi się nie śmieje czekać do tego czasu...- mruknął niezadowolony.
-No to to już nie mój problem...- mruknąłem. Zamilkł. Poczułem jak ktoś mną potrząsa. Otworzyłem oczy. Nade mną stał Kakashi. Miał niepokój na twarzy.
-Wszystko okay? Strasznie warczysz...- spytał marszcząc czoło.
-Tak... Wszystko okay...- odparłem.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz