Spojrzałem
na nią. Jej oczy utkwione były we mnie z nadzieją... Zamknąłem oczy i
odetchnąłem głęboko. Kiedy je otworzyłem objąłem ją i delikatnie
przytuliłem, jakby była z porcelany. -Damy radę...- powiedziałem i ją
pocałowałem. Następnie cofnąłem się lekko i drżącą ręką dotknąłem jej
brzucha. Miałem stresa... W końcu byliśmy jeszcze oboje dzieciakami w
sumie... Szesnastka to jeszcze nie dorosłość... Położyłem drżącą dłoń na
jej brzuchu. Wyczułem chakrę dziecka... Była jak moja...
Czarno-granatowa.... Bardzo silna... Ale była w niej również delikatność
chakry Sakury... I ten spokój...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz