Nagle Sakura pobladła i wybiegła do łazienki. Zerwałem się i pobiegłem za nią, ale zamknęła drzwi na klucz. Walnąłem w drzwi.
-Sakura!-
krzyknąłem.- Co ci jest?! Otwórz drzwi!- zestresowałem się.
Odpowiedziała mi cisza. Jeszcze raz walnąłem w drzwi.- Sakura! Ja nie
żartuję! Jeśli to żarty to nie ręczę za siebie! Otwórz!- dobijałem się.
Nic...
Kolejne pół godziny dobijałem się do niej, ale nie otworzyła.
Usiadłem pod drzwiami. Po minucie siedzenia nie wytrzymałem. Zerwałem
się i krzyknąłem:
-Odsuń się od drzwi, Sakura!- spojrzałem na drzwi.
Nic. Cisza. Z całej siły uderzyłem w drzwi, a te wypadły z zawiasów.
Sakura leżała pod oknem nieprzytomna.
-Sakura!- wrzasnąłem i wziąłem
ją na ręce. Jeknęła. Wziąłem ją do szpitala. Po jakichś badaniach
wpuszczono mnie w końcu do niej. Wpadłem do sali jak huragan
przewracając coś przy okazji. Przywarłem do jej łóżka i spojrzałem na
nią z troską łapiąc ją za rękę.
-Co ci jest?- spytałem.
<Sakura?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz