Siedziałem na gałęzi drzewa oglądając jej walkę z moim klonem. W momencie kiedy spytała "co odwalam", złożyłem pieczęć o znalazłem się tuż za nią. Stanęła w bezruchu. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-To co potrafię najlepiej... Sakura...- powiedziałem. Odwróciła się do mnie twarzą. W oczach miała żal, strach i smutek... A wręcz dziką rozpacz... Zaśmiałem się skwapliwie i jedną ręką uniosłem ją za koszulę nad ziemię i rzuciłem nią w drzewo na skraju polany. Upadła z jękiem na ziemię.
-Nie oszukuj się... Od początku byłem taki... Ale tłumiłem to w sobie... Chciałem zabić swoją naturę... A takich rzeczy się robić nie powinno...- powiedziałem podchodząc do niej.
-A takie to się powinno?!- spytała przez łzy wskazując na Itachi'ego i Manku.
-To tylko ludzie... Zbędne pionki...- odparłem.
-Więc czemu mnie nie zabijesz?!- krzyknęła z żalem.
-Bo mamy względem ciebie inne zamiary...- odparłem.
-Mamy?! Czyli już o sobie i Orochimaru mówisz jako o jedności?!- krzyknęła przez łzy.
-Nie... Nie o sobie i nim... O mnie i Juubi'm...- odparłem i uśmiechnąłem się szyderczo.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz