Otworzyłem oczy. Usłyszałem jak Sakura mówi:
-Ja... Po... Poroniłam...
Na chwilę stanęło mi serce. Otworzyłem oczy tak szeroko, że były jak dwa talerze. Chciałem coś powiedzieć, ale ilekroć otwierałem usta, wydobywał się z nich jedynie niezrozumiały bełkot i nie pasujące do siebie słowa. Jednak szybko się ogarnąłem i z trudem uniosłem na łokciach. Lekarze jak na zawołanie rzucili się do mego łóżka. Odgoniłem ich jednym spojrzeniem. Z torsu pociekła mi krew, ale nie zważając na to, pochyliłem się nad Sakurą i mocno ją objąłem. Jej policzki były mokre od łez. Wtuliła się we mnie płacząc i trzęsąc się. Pocałowałem ją czule w czoło i szepnąłem:
-Wybacz mi... To moja wina...- powiedziałem.
-Nie, Sasuke... Nie możesz się obwiniać...- załkała.
-Sakura... Oboje dobrze wiemy, że to przeze mnie... Gdybyś nie próbowała mnie ratować, nic by się nie stało, a gdybyś mnie nigdy nie poznała, nic nawet nie miałoby szansy się stać... Nie oszukujmy się... Wszystko co wprowadzam w twoje życie to ból i cierpienie... Jak w życie każdego... Jak tylko się tu zjawiłem, za mną przyszło Akatsuki i zginął ojciec Kakashi'ego... Rozpierdzieliłem mu życie... Nie znałaś go zanim to się stało, ale ja tak i wiem, że kompletnie się zmienił... Później Nagato i jego ludzie zabili Kushinę... Ataki na wioskę... To wszystko przyszło wraz ze mną... Nawet zabiłem własnego brata i chciałem zabić Kakashi'ego... A teraz, cię ranię i rozwalam ci resztę życia... Jestem potworem, Sakura... Nie zasługuję na to, by żyć w jakiejkolwiek wiosce...- pocałowałem ją w głowę.- Nie ja powinienem być tu Hokage... Potrafię tylko niszczyć i sieję zamęt, śmieć i zniszczenie... Gdybym się tu nie pojawił, wszystko byłoby dobrze... I nikt by nie cierpiał... Nie mogę taj dalej... Jestem tylko Mścicielem... I nikim więcej... Stałem się nim dawno temu... I nim już pozostałem...- westchnąłem i cofnąłem się.- Wybacz mi, Sakura... Posunąłem się za daleko...- spuściłem wzrok i wstałem. Lekarze chcieli mnie zatrzymać, a Itachi złapał mnie za rękę. Jednak wyrwałem się i utykając podszedłem odłączając się od aparatury... Umiałem tylko niszczyć... Czas zniszczyć źródło problemów... Usiadłem pod ścianą i zgiąłem się w pół oplatając kolana ramionami. Pochyliłem głowę. Z rany zaczęła mi ciec coraz to nowa krew, plamiąc wszystko na około... Kiedy Itachi chciał mnie podnieść, tylko go odepchnąłem.
-Nie, Itachi... Za dużo... Czara została przelana... Za dużo już zniszczyłem...- powiedziałem i kaszleć, a z ust pociekła mi krew. Chciałem wstać i wyjść, zostawić ich wszystkich w spokoju i w końcu ich od siebie uwolnić, ale nie mogłem wstać... Nagle opuściły mnie wszystkie siły i ciało przestało się mnie słuchać. Spojrzałem przekrwionymi oczami na Sakurę. Patrzyła na mnie ze strachem. Posłałem jej uśmiech.
-Czas zrobić coś dobrego... Już czas...- szepnąłem do niej. Następnie zamknąłem oczy, a moja głowa opadła na kolana. Ktoś krzyczał, ale ja nic nie słyszałem... Chciałem już to wszystko zakończyć... Uwolnić ich od swego ciężaru...
<Sakura? Itachi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz