Czułem się, jakbym oberwał celny sierpowy. Zaksztusiłem się powietrzem,
albo wręcz jego brakiem. Kiedy się ogarnąłem spojrzałem na Sakurę jak
jakich wariat, a następnie na pielęgniarkę... Kilkanaście razy
próbowałem coś powiedzieć, ale nie mogłem. Z ust wydobywał mi się tylko
szum, niezrozumiałe słowa, czy bełkot bez znaczenia. W końcu zabrałem
się w sobie:
-Że... Że... Że słu... Że słucham...?- wydukałem.
-Kage
zostanie ojcem...- powiedziała pielęgniarka i się usmiechnęła.
Następnie wyszła. Zabrakło mi powietrza. Czułem jak się duszę.
Otwierałem i zamykałem usta. W końcu wróciło mi oddech.
-Ale...
Ale... Ja...- zacząłem bełkotać patrząc nie obecnie na Sakurę.- Ja... Ja
nie... Nie umiem... Nie mogę... Nie potrafię... Sam o siebie... O
siebie... nie umiem... Nie... umiem za... zadbać... A co... Co
dopiero... Co dopiero o dziecko... Ja... Ja nie... Nie będę... Nie będę
dobrym... Dobrym ojcem.- dukałem.- -Ja jestem... Narwany... Szalony...
Nie opanowany... Wariat... Ciągle pakuję się... w kłopoty... Prowadzę
śmiertelną grę... Jak zapanuje nade mną Przeklęta Pieczęć, to zmieniam
się w potwora...!- zacząłem spadać w panikę.- Zrobię mu krzywdę...! Mam
szesnaście lat...! Nie umiem być ojcem! Sam powinienem go mieć i być pod
jego opieką! Ja... Ja nie dam rady...- czułem, że zaraz mogę zrobić coś
bardzo złego, co zagrozi Sakurze i dziecku... Bałem się, że niechcący
zrobię im krzywdę...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz