czwartek, 4 grudnia 2014

Od Sasuke "Wahania" # 85

Wskoczyłem na gałąź jednego z drzew w lesie. Wyciągnąłem podręcznik, znałem go już praktycznie na pamięć i wyglądał na bardzo sfatygowany. Już kilka razy musiałem go zszywać i sklejać, ale i tak się rozpadał. Jeszcze zanim zacząłem zaznaczać w nim swoje fragmenty i podkreślać ważne tezy, Itachi zrobił z nim wiele. Wszędzie było coś pozaznaczane, pokreślone, dopisane i przypisane oraz wyjaśnione, dodane i ulepszone. Jeszcze raz zacząłem go wertować w poszukiwaniu lepszych informacji na temat Susanoo, Tsukuyomi i Amaretasu. Nagle z podręcznika wypadła kartka... Wyglądała na nowszą niż cała książka, ale nie na zupełnie nową. Obejrzałem ją dokładnie. Była zapisana do maximum drobnym, dokładnym pismem, jakby wierszem, ale pisanym prozą... Zaparło mi dech w płucach. To pismo... Te litery... Ja... Ja je znałem... Tak bardzo dobrze... Wszędzie bym je poznał... Zwężyły mi się źrenice, napięły wszystkie mięśnie. Zacząłem drżącą ręką odwracać kartkę, by wśród tych znaków i symboli, znaleźć początek. Kiedy go w końcu znalazłem, zacząłem czytać...
"28 kwietnia
Te dni kiedy czuję, że robię źle, są jak kolejny nóż wbity w serce. Zawsze chodzi za mną świadomość , że kiedyś przyjdzie ten dzień, kiedy będę musiał spłacić wszystkie długi i zapłacić za wszystko co robię... Ech... Mój Kochany Sasuke... Każdy dzień przynosi strach, rozpacz, żal i ból... Strach, że Cię stracę... Rozpacz, że zniszczyłem wszystko co było Ci drogie... Żal, że nie mogę patrzeć jak dorastasz... Ból, że to co robię Cię rani... Gdybyś tylko wiedział, czemu to robię... Ech... Ale nie wiesz... I długo się nie dowiesz... Mam nadzieję, że nadejdzie ten dzień... Nie chcę, byś zawsze myślał o mnie przez pryzmat tego, co Ci zrobiłem... Każdy ma jakiś motyw... Kiedyś nawet sam powtórzyłeś słowa naszej ulubionej piosenki: "czasem nie znamy czyjejś motywacji do czynu i oddalamy się od racji obierając zły azymut"... Szkoda, że powiedziałeś to akurat wtedy, bo pewnie nie przywiązałeś do tych słów zbytniej wagi i nie pamiętasz... To tylko słowa... Ale czasem słowa dają więcej i są więcej warte niż czyny... Nie pamiętasz...? To ja ci przypomnę....: powiedziałeś to, kiedy chciałem zabrać tamtego człowieka do kicia, za kradzież... Ale Ty powiedziałeś, że nie wiem, czemu to zrobił... I okazało się, że wyrzucono go z domu, a ma żonę i dwóch trzymiesięcznych synów... Teraz pamiętasz...? Teraz ja mogę powiedzieć to samo... Kiedyś poznasz prawdę... Ale nie dziś.... I nie jutro... Wiem, że i tak pewnie nigdy tego nie przeczytasz, ale to nic... Jednak nie byłbym człowiekiem, gdybym nie błagał Cię o wybaczenie... Niezależnie co zrobisz - ja i tak będę Cię kochał...


29 kwietnia
Wybacz mi... Wszystko... Wiem, że proszę Cię o bardzo dużo... Każde słowo, które jest i ku Tobie kieruję, nigdy nie ujrzy światła dnia... Nie wiem, czemu jeszcze piszę w tym zeszycie... Nie zmieniam w ten sposób nic... Ale przynajmniej udaję przed samym sobą, że z Tobą rozmawiam... Tylko po co...? I tak nigdy tego nie zobaczysz... Po raz kolejny odczuwam bezsens... Zniszczyłem wszystko... A teraz jedyne co mogę puki co zrobić w celu pogodzenia się z Tobą, to udawać, że z Tobą rozmawiam... Ech... Nie mam odwagi stanąć z tobą twarzą w twarz... Jestem zbyt słaby... Zbyt słaby..."
Dalej kartka była urwana i nie dało się tego odczytać... Moje tętno przyspieszyło co najmniej kilkakrotnie, oddech stał się urywany i nierówny... Kartka wyrwana z dziennika wywołała we mnie mieszane uczucia... Z jednej czułem żal i smutek, z drugiej złość i żal, a z trzeciej - niepewność i smutek... Doskonale pamiętałem swe słowa... I sytuację również... Ale... To... Zaczęły się we mnie wylęgać wahania, które były we mnie od dawna, ale dopiero teraz wyszły na jaw... Zamknąłem oczy marszcząc czoło. Gdybym sobie nie postanowił, po policzku ciekłyby mi łzy... Westchnąłem. Założyłem kartkę na dwoje i jeszcze raz na pół, po czym włożyłem do kieszonki na piersi, gdzie trzymałem również zdjęcie... Wyjąłem je i obejrzałem jeszcze raz...
-Co ty znowu chcesz spieprzyć Sasuke...?- westchnąłem zamykając oczy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy