Wskoczyłem na gałąź jednego z drzew w lesie. Wyciągnąłem podręcznik,
znałem go już praktycznie na pamięć i wyglądał na bardzo sfatygowany.
Już kilka razy musiałem go zszywać i sklejać, ale i tak się rozpadał.
Jeszcze zanim zacząłem zaznaczać w nim swoje fragmenty i podkreślać
ważne tezy, Itachi zrobił z nim wiele. Wszędzie było coś pozaznaczane,
pokreślone, dopisane i przypisane oraz wyjaśnione, dodane i ulepszone.
Jeszcze raz zacząłem go wertować w poszukiwaniu lepszych informacji na
temat Susanoo, Tsukuyomi i Amaretasu. Nagle z podręcznika wypadła
kartka... Wyglądała na nowszą niż cała książka, ale nie na zupełnie
nową. Obejrzałem ją dokładnie. Była zapisana do maximum drobnym,
dokładnym pismem, jakby wierszem, ale pisanym prozą... Zaparło mi dech w
płucach. To pismo... Te litery... Ja... Ja je znałem... Tak bardzo
dobrze... Wszędzie bym je poznał... Zwężyły mi się źrenice, napięły
wszystkie mięśnie. Zacząłem drżącą ręką odwracać kartkę, by wśród tych
znaków i symboli, znaleźć początek. Kiedy go w końcu znalazłem, zacząłem
czytać...
"28 kwietnia
Te dni kiedy czuję, że robię źle, są jak kolejny nóż wbity w serce.
Zawsze chodzi za mną świadomość , że kiedyś przyjdzie ten dzień, kiedy
będę musiał spłacić wszystkie długi i zapłacić za wszystko co robię...
Ech... Mój Kochany Sasuke... Każdy dzień przynosi strach, rozpacz, żal i
ból... Strach, że Cię stracę... Rozpacz, że zniszczyłem wszystko co
było Ci drogie... Żal, że nie mogę patrzeć jak dorastasz... Ból, że to
co robię Cię rani... Gdybyś tylko wiedział, czemu to robię... Ech... Ale
nie wiesz... I długo się nie dowiesz... Mam nadzieję, że nadejdzie ten
dzień... Nie chcę, byś zawsze myślał o mnie przez pryzmat tego, co Ci
zrobiłem... Każdy ma jakiś motyw... Kiedyś nawet sam powtórzyłeś słowa
naszej ulubionej piosenki: "czasem nie znamy czyjejś motywacji do czynu i
oddalamy się od racji obierając zły azymut"... Szkoda, że powiedziałeś
to akurat wtedy, bo pewnie nie przywiązałeś do tych słów zbytniej wagi i
nie pamiętasz... To tylko słowa... Ale czasem słowa dają więcej i są
więcej warte niż czyny... Nie pamiętasz...? To ja ci przypomnę....:
powiedziałeś to, kiedy chciałem zabrać tamtego człowieka do kicia, za
kradzież... Ale Ty powiedziałeś, że nie wiem, czemu to zrobił... I
okazało się, że wyrzucono go z domu, a ma żonę i dwóch trzymiesięcznych
synów... Teraz pamiętasz...? Teraz ja mogę powiedzieć to samo... Kiedyś
poznasz prawdę... Ale nie dziś.... I nie jutro... Wiem, że i tak pewnie
nigdy tego nie przeczytasz, ale to nic... Jednak nie byłbym człowiekiem,
gdybym nie błagał Cię o wybaczenie... Niezależnie co zrobisz - ja i tak
będę Cię kochał...
29 kwietnia
Wybacz mi... Wszystko... Wiem, że proszę Cię o bardzo dużo... Każde
słowo, które jest i ku Tobie kieruję, nigdy nie ujrzy światła dnia...
Nie wiem, czemu jeszcze piszę w tym zeszycie... Nie zmieniam w ten
sposób nic... Ale przynajmniej udaję przed samym sobą, że z Tobą
rozmawiam... Tylko po co...? I tak nigdy tego nie zobaczysz... Po raz
kolejny odczuwam bezsens... Zniszczyłem wszystko... A teraz jedyne co
mogę puki co zrobić w celu pogodzenia się z Tobą, to udawać, że z Tobą
rozmawiam... Ech... Nie mam odwagi stanąć z tobą twarzą w twarz...
Jestem zbyt słaby... Zbyt słaby..."
Dalej kartka była urwana i nie dało się tego odczytać... Moje tętno
przyspieszyło co najmniej kilkakrotnie, oddech stał się urywany i
nierówny... Kartka wyrwana z dziennika wywołała we mnie mieszane
uczucia... Z jednej czułem żal i smutek, z drugiej złość i żal, a z
trzeciej - niepewność i smutek... Doskonale pamiętałem swe słowa... I
sytuację również... Ale... To... Zaczęły się we mnie wylęgać wahania,
które były we mnie od dawna, ale dopiero teraz wyszły na jaw...
Zamknąłem oczy marszcząc czoło. Gdybym sobie nie postanowił, po policzku
ciekłyby mi łzy... Westchnąłem. Założyłem kartkę na dwoje i jeszcze raz
na pół, po czym włożyłem do kieszonki na piersi, gdzie trzymałem
również zdjęcie... Wyjąłem je i obejrzałem jeszcze raz...
-Co ty znowu chcesz spieprzyć Sasuke...?- westchnąłem zamykając oczy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz