-Sasuke... Spokojnie... Jakoś to przetrwam...- posłałem bratu uśmiech. On jednak bynajmniej nie zamierzał dac im spokoju.
-Won stąd! Nie widzicie jak się czuje?! Chory jest kurwa, jeszcze nie dawno nie mógł samodzielnie oddychać, a wam się zachciało go męczyć i bawić się w komisariat! Paszoł!- wrzasnął na nie. One jednak nadal siedziały przy mnie. Mięśnie Sasuke całe się napięły. Zacinął pięści, a jego oczy zmieniły się na Sharingan. Zobaczyłem jak symbole Przeklętej Pieczęci powiększają się.
~Cholera...~ powiedziałem w myślach i zwróciłem się do brata:
-Sasuke... Spójrz na mnie...- zrobił co poleciłem. Zawiązałem z nim kontakt wzrokowy i kiedy trochę się uspokoił, powiedziałem: - Spokojnie... Tylko rozmawiamy... Jakby coś się działo, na pewno cię poinformuję...- powiedziałem i uspokoiłem go uśmiechem. Wyszedł klnąc pod nosem. Kiedy usiadł w poczekalni, zwróciłem się do Tsuhikii i Manku:
-Nie wkurzajcie go... Jak straci kontrolę, to wioska pójdzie z dymem, a wy zginiecie jako pierwsze... Jest potężniejszy niż ja i wy razem wzięci. Może potencjalnie wszystko. Wrócił życie mi i Kakashi'emu... jednego dnia... Ma Przeklętą Pieczęć Yudachi'ego, najwyższy poziom Sharingan'a, Rinnegan i wielkie pokłady chakry... Nie radzę wchodzić mu w drogę...- ostrzegłem je.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz