Kiedy Sasuke zniknął, krzyknąłem:
-Sasuke, nie!- ale było za późno.
Oboje uciekli. Walnąłem pięścią w ziemię aż się zatrzęsła. Zacisnąłem
powieki i pięści, po czym wstałem powoli.
-Leż, Itachi. Zaraz kogoś tu po was przyślemy.- powiedział Blood. Spojrzałem na niego.
-I
co to da...? On i tak dopnie swego... Zaraz znów ktoś będzie ranny...
Szkoda czasu...- powiedziałem.- Kunai, które rzucił we mnie i Manku są
zatrute. Ja już i tak jestem skończony, a kropka nad "i" mojego życia
dawno już napisana, więc mną nie ma co zajmować łóżek w szpitalu...
Zabierzcie stąd Manku... Ona jest jeszcze dzieckiem... Ma całe życie
przed sobą...- powiedziałem i spojrzałem w miejsce, gdzie przed chwilą
stał Sasuke...
-Itachi... To nie było pytanie o zgodę...- warknął Blood.
-Ja
też nie pytałem cię o zgodę...- odwarknąłem. Zamilkł. Nikt się nie
ruszył.- Nie chcecie sami tego zrobić, to nie...- warknąłem i podszedłem
do Manku. Wyrwałem z jej ramion kunaie. Następnie oderwałem dwa
podłużne kawałki ze swego płaszcza i założyłem je jak opaski uciskowe.
Później wziąłem ją ostrożnie na ręce i, z początku się chwiejąc,
zabrałem do szpitala...
Po godzinie pozwolono mi do niej wejść. Leżała blada jak trup. Usiadłem przy niej.
-Itachi...- wyszeptała.
-Nic nie mów... Już jest wszystko w porządku...- powiedziałem łapiąc ją za rękę. Spojrzała na mnie przez uchylone ledwie oczy.
-Co z tobą...?- spytała słabo.
-Nic...
Sasuke zniknął... Nie ma nawet śladów jego chakry, ani chakry
Orochimaru... Po prostu zniknęli... Nie ma już szans na odnalezienie
ich... Dopuki sami nie będą chcieli zostać odnalezieni, do puty ich nie
znajdziemy... Krótka piłka...- odparłem.
-A jak z tobą...?- zadała następne pytanie.
-Nic...
Już od dłuższego czasu jestem właściwie martwy, więc jeden krok w tą
czy tamtą stronę, nie robi mi różnicy...- odparłem patrząc na nią.
<Manku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz