Spojrzałem na nie i wyskoczyłem najwyżej jak tylko umiałem i użyłem
cienistych klonów. Wytworzyłem ich z pięćdziesiąt i każdego włącznie ze
mną, rozłożyłem na kruki. Efekt musiał być zaskakująco dobry, bo
dziewczyny patrzyły w niebo na chmarę ptaków jak na demona. Otworzyły
usta. Na próżno celowały w ptaki, które błyskawicznie unikały kunai i
shurikenów. Zaśmiałem się i użyłem Sharingana. Wyróżniłem Tsuhikii i
Manku z pośród klonów i zacząłem kierować ptaki w klony, które znikały w
momencie styku z krukami. Zostały same na polu, a ja zmieniony z mymi
klonami w kruki unosiłem się nad ich głowami. Ptaki zaczęły kręcić się w
kółko i w końcu wszystkie zniknęły, a ja z wielką siłą uderzyłem w
ziemię wyzwalając obydwie dziewczyny, po czym obydwie otoczyłem murami z
płomieni Amaretasu.
-Chcesz nas pozabijać?!- wrzasnęła jednocześnie.
-Może!-
odkrzyknąłem. Spojrzała na mnie ze strachem.- Żartuję! Ale jednak coś z
Akatsuki we mnie jest...!- zaśmiałem się.- Jestem ciekawy jak sobie z
tym poradzicie!
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz