Spojrzałem w miejsce, gdzie przed chwilą stał Itachi. Westchnąłem.
Sakura wstała i do mnie podeszła... Przytuliła mnie.
-On chce dobrze...
Martwi się o nas...- szepnęła.
-Wiem...- odparłem i objąłem ją czule
całując w głowę. Nastała cisza. Delikatnie głaskałem jej głowę... Nie
wiedziałem co będzie... Sakura nie mogła teraz walczyć, ani używać
chakry, bo w razie gdyby zabrakło jej jej własnej, jej organizm zacząłby
korzystać z chakry dziecka, a ona nawet by tego nie spostrzegła...
Jeśli Nagato zaatakowałby w najbliższym czasie, będę musiał jej bronić, a
nie działać na froncie... Nagle do głowy wstrzelił mi ryzykowny, ale
bardzo skuteczny w razie powodzenia pomysł... Gdyby Nagato użył
Dziesięcioogoniastego, można by go w kimś zaszczepić... Nie mógł to być
nikt kto już ma w sobie demona, nie starszyzna i nie bliźniaczki...
Sakury ani syna bym nie oddał... Czyli zostałem ja... Podniosłem głowę i
powiedziałem Sakurze swyn nowym planie...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz