Spojrzałem na Kakashi'ego. Chciałem się podnieść, ale w tym momencie bandarze, które otaczały cały mój tors, zaczęły nasiąkać nową krwią, która popłynęła z rany... Zacisnąłem zęby. Opadłem z powrotem na plecy, a jakaś kobieta zaczęła mi zmieniać opatrunek totalnie sobie przy tym brudząc fartuch mą krwią. Kiedy wyszła, powiedziałem:
-Kakashi... Przejmujesz na razie dowództwo nad wioską... Niech Minato, Ichime i ty, Gaara, nauczą się kontrolować swe bestie... Jednak niech wszystko dzieje się tak, by nie wzbudzać podejrzeń Nagato. Będziemy grać... Musicie uważać, bo ktoś z nich ciągle będzie łaził po wiosce i śledził wszystko... Wychaczę kto to i was ostrzegę... Nic nie róbcie zbyt pochopnie i szybko... Mamy czas i puki Pain będzie uważał mnie za sojusznika, do puty jesteście bezpieczni...- powiedziałem. Ten monolog kosztował mnie wielki ból, a po skroni spływały mi krople potu. Zamknąłem oczy wyczerpany.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz