Uśmiechnąłem się pod nosem. Itachi był szybki jak zawsze, ale choroba nie pomogła mu... Dawno nie ćwiczył... Miałem wielką przewagę... Jego genjutsu było wysokiej klasy, ale byłem na nie zupełnie odporny... Spytałem:
-Tylko na tyle cię stać...?!- zaśmiałem się szyderczo. Ruszył na mnie. Przez jego miecz płynęły Płomienie Amaretasu. Uśmiechnąłem się mrużąc oczy.
-Więc jesteś mój...- syknąłem.- Sharingan!- krzyknąłem i w jednej chwili cała trójka padła. On od mych oczu, a one od oczu węża. Podszedłem do brata uwalniając gonz działania mego Kekkei Genkai.
-Wstań i walcz...- powiedziałem. Podniósł się powoli na drżących rękach.
-Nie, Itachi!- krzyknęła resztką sił Manku.- On cię zabije!- jeknęła. Cisnąłem jej w żebro kunaiem.
-Milcz...- warknąłem. Itachi wyprostował się.
-Nie pozostawiasz mi wyboru...- powiedział i chciał aktywować Sharingan, jednak ja podszedłem i zanim ten zdążył to zrobić, wbiłem mu kusanagi w brzuch przepuszczając przez niego błyskawicę. Jeknął cicho i kiedy wyjąłem zeń miecz, chwilę się chwiał, by po chwili upaść na kolana i w następnym momencie na twarz. Manku krzyknęła:
-Itachi!- wrzasnęła. Znów rzuciłem w nią kunaiem. W łopatkę. Na me skinieniem wąż przestał na nich używać Sharingan'a. Dyszały obydwie. Podszedłem do Sakury. Spojrzałem na nią z góry.
-Sa.. su.. ke...- wyszeptała słabym głosem. Zbliżyłem jej ostrze miecza do karku.
-Zostaw ją... Jeszcze ci się przyda...- powiedział Juubi. Chwilę stałem w bezruchu. W końcu miecz otarłem z krwi brata i Manku. Spojrzałem na nich.
-To tak wygląda teraz waszym zdaniem droga shinobi...? Ludzie, którzy padają w zespole ma kolana przed pojedynczą osobą...? Jeśli tak, to ja wolę sam ustalić reguły...- powiedziałem. Nagle poczułem jak w łydkę wbija mi się kunai. Odwróciłem się i spojrzałem na Manku. Wiedziałem, że to ona. Stała chwiejąc się z kunaiem w ręku.
-Walczysz....?- spytałem z pogardą.
-Do ostatniej kropli krwi...- odparła.
-To chyba będziesz zmuszona ją oddać...- wyszczerzyłem kły w szyderczym uśmiechu.- Mogłaś leżeć i mieć spokój, ale wolałaś podzielić los Itachi'ego... To już nie mój problem...- dodałem. Wąż zniknął, a ja spojrzałem na Manku.- Sharingan!- krzyknąłem i aktywowałem Kekkei Genkai. Jeknęła chwiejąc się. Po chwili upadła. Podszedłem do niej i zabrałem w ręce Chidori. Spojrzała na mnie. Po brodzie ciekła jej krew. Uśmiechnąłem się morderczo i przebiłem jej brzuch Chidori. Momentalnie przestała być problemem. Została już tylko Sakura... Odwróciłem się i spojrzałem na nią spodełba...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz