Błyskawicznie aktywowałem Sharingan i rozejrzałem się. Dymu nie było. Nigdzie. Ani zapachu. Nawet śladu. Ani dymu, ani obcej chakry. Nigdzie.
-Coś tu jest nie halo...- mruknąłem. Spojrzałem na nią tęsknie.- A miało być tak pięknie...- westchnąłem i wyskoczyłem przez barierkę jak samobójca. Wylądowałem gładko na ziemi i złożyłem dłonie w pieczęć. Pojawiłem się w mieszkaniu, które przydzieliłem tym bliźniaczkom. Obydwie były ja nogach.
-Prywatności trochę!- wrzasnęła Tsuhikii. Zasłoniła się ręcznikiem. Złożyłem pieczęć i bez słowa zniknąłem. To nie one. Szukałem źródła dźwięku wybuchu dobre parę godzin, ale nic. Nawet śladu... Wróciłem zamyślony do domu. Sakura leżała a łóżku w koszuli nocnej.
-I co...?- spojrzała na mnie pytająco.
-Nic... Nigdzie nawet śladu... Nic... Nie wiem co to było...- odparłem i podszedłem do okna. Jeszcze raz obrzuciłem Sharingan'em całą wioskę. Nic. Położyłem się więc obok Sakury. Spojrzałem na nią.
<Sakura?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz