Spojrzałem na nią.
-Nie rób tego...- szepnęła.
-Czyli będziesz się bać...?- powtórzyłem pytanie.
-Proszę nie rób tego...- do oczy napłynęły jej łzy.
-Muszę, Sakura. Nie mam wyboru. To zapewni wam przyszłość. Tobie i dziecku...- powiedziałem.
-A jeśli nie przeżyjesz? Zostanę sama... Dziecko potrzebuje mieć ojca...- szepnęła i po jej policzku spłynęła łza. Otarłem ją i uniosłem jej brodę tak, by patrzyła mi w oczy. Pocałowałem ją delikatnie i odparłem:
-Nie zginę... Obiecuję ci to... Zawsze trzymałem się życia jak mało kto i mimo, iż lądowałem w szpitalach z zagrożeniem życia pewno z tryliard razy, to żyję... A teraz mam dla kogo żyć... I nie puszczę się tej drabiny, choćby mnie Dziesięcioogoniasty z niej zrywał pazurami... Nie puszczę...- spojrzałem jej w oczy. Moje spojrzenie było spokojne, asertywne, pewne siebie i nieugięte. Postanowiłem. I nie wycofam się... Sakura wiedziała, że jak raz coś sobie powiem, to dojdę do tego - niezależnie jaką drogą. Tym razem też tak było. Ale tym razem wiedziałem, że muszę pokonać tą rzekę. Dla Sakury i swego syna...
<Sakura?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz