Uśmiechnąłem się. Spojrzałem w kalendarz. Uśmiech zszedł mi z twarzy...
-Wiesz... Teraz będę miał dużo roboty... Idź gdzieś dla rozrywki... Wrócę dziś później niż ostatnio... Nie czekaj na mnie...- powiedziałem i pocałowałem ją. Westchnęła, ale poszła po jakimś czasie życząc mi powodzenia i miłego dnia... Zagłębiłem się w papierowej robocie, podpisywaniu różnych rzrczy, sprawami związanymi z sojuszami... Zszedł mi na tym cały dzień. O drugiej nad ranem do gabinetu wszedł Hashirama. Spojrzał na mnie jakby zobaczył ducha i powiedział:
-A co ty tu jeszcze robisz?- zdziwił się.
-Muszę to skończyć... Obiecałem sobie, że jutro wrócę wcześniej i spędzimy wieczór z Sakurą...- odparłem.
-Ech... Idź do domu... Jest druga w nocy. O tej porze szesnastoletni chłopcy powinni spać.- zaśmiał się. Zawtórowałem mu.- Ale nie no... Serio idź już.- powiedział. Spojrzałem na niego. Widząc jego szczery uśmiech, schowałem papiery i wstałem. Strzeliło mi w plecach. Skrzywiłem się.
-Jak cały dzień będziesz siedział w takiej pozycji, to długo kręgosłup ci nie posłuży...- powiedział Hashirama.
-Dobra, dobra. Rozejm jest, ale moim opiekunem prawnym nie jesteś.- zaśmiałem się. Posłał mi uśmiech. Wyszliśmy razem i rozeszliśmy w swoje strony. Kiedy wszedłem do domu, Sakura czekała.
-Skarbie...- westchnąłem.- Prosiłem, żebyś nie czekała...- powiedziałem podchodząc do prawie śpiącej już Sakury.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz