Błyskawicznie zjawiłem się za nią. Wyczułem jak zadrżała. Szepnąłem jej prosto do ucha:
-Po co krzyczysz...? Ja nie jestem głuchy... Ty też nie... A chyba nie chcesz sprowadzić tu ANBU na śmierć...? Prawda...?- wyszeptałem przesłodzonym głosem. Znów zadrżała. Ścisnęło się jej gardło.- Wiesz... Ludzie się nie zmieniają... Mogą udawać, że tak jest, że naprawiają swoje błędy, pomagają innym... Ale jak ktoś był wcześniej sobą, to już takim sobą pozostanie... Nic tego nie zmieni...- powiedziałem. Stała w bezruchu nie odzywając się, jakby się bała, że jeden jej ruch może mnie sprowokować... I słusznie...
-Dlaczego to robisz, Sasuke...?- spytała. Drżał jej głos.
-Już ci to tłumaczyłem... Z resztą nie raz...- odparłem.
-Ale ja nie rozumiem... Po co dałeś mi nadzieję...?- wyszeptała przez zaciśnięte płaczem łzy.
-Nie wiem... Może chciałem sam spróbować dać ją sobie i chociaż przez chwilę móc powiedzieć, że jestem "dobry"...? A może moja podświadomość chciała się pobawić...? A może tak po prostu...?- wzruszyłem ramionami.
-Czyli nie uwzględniasz możliwości, że dla tego, że byłam dla ciebie ważna... Tak...?- spytała spuszczając głowę. Przemilczałem to.
-Powinnaś teraz z kimś spędzać szczęśliwie czas... Są święta...- powiedziałem. Milczała. W końcu jednak powiedziała:
-Od zawsze chciałam je spędzić z tobą...- wyszeptała.
-Nieosiągalne marzenie... Na nie obchodzę świąt, od kiedy nie mam domu... Bo co to za święta w obcym miejscu, gdzie wszyscy są sobie bliscy, a ty jeden jesteś inny...?- odparłem. Po policzku spłynęła jej łza. Otarłem ją mówiąc: - Dzieci nie powinny płakać w święta...- powiedziałem i znów pojawiłem się na miejscu, gdzie wcześniej siedziałem. Trwała cisza. Uśmiechnąłem się drwiąco pod nosem...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz