Zmrużyłem oczy i uśmiechnąłem się pod nosem...
-I pomyśleć, że jednak się spotykamy... Co, Nagato...?- powiedziałem. Patrzyliśmy sobie w oczy.
-Jesteś zdrajcą... Ja nie toleruję zdrajców...- powiedział.
-Nie, że coś, ale ty pierwszy złamałeś naszą umowę... Czyli już jakby była złamana, kiedy ja ją dopełniłem...- odparłem. Trochę zbiło go to z tropu. Jednak powiedział:
-Czyli teraz znów pracujemy razem, tak...? Zgaduję, że plan już macie... My będziemy musieli się dostosować...?- spytał z pomrukiem... Wiedziałem, że nie cierpiał jak się mu cokolwiek narzucało.
-Nie... My ustaliliśmy sobie, że jesteśmy jak równy z równym... Nie ma lidera... Nie ma wyższych i niższych... Każdy ma te same prawa i razem ustalamy reguły i cele, w których pomagamy sobie nawzajem...- odparłem. Uniósł jedną brew.
-Nie spodziewałem się takiej solidarności po kimś z Klanu Uchiha...- powiedział.- Miło mnie zeskoczyłeś...- dodał. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Nie znasz moich atutów, zalet ani wad... Nic o mnie nie wiesz...- powiedziałem.
-To prawda... Jesteś dla mnie co najmniej tak samo wielką zagadką jak Madara... Albo i większą...- odparł.
-Apropos Madary... Tobi chce stanąć po jego stronie, a ty Kakashi go zabić... Jak zamierzacie połączyć te dwa cele...?- spytałem patrząc pytająco na brata.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz