Obudziłem się bardzo wcześnie i stwierdziłem, że może wprowadzę trochę zamieszania w Konohagakure... Niech nie zapominają, że ja nadal jestem... Wychodziłem z jaskini, kiedy z nogawkę złapał mnie Pakkun. Spojrzałem na niego.
-Czego chcesz?- mruknąłem.
-Gdzie idziesz?- spytał.
-A co ci do tego?- przewróciłem oczami.
-Pytam, bo zapewne Kakashi będzie o ciebie pytał.- odparł.
-To powiesz mi wtedy, że poszedłem się rozerwać.- wzruszyłem ramionami i wyszedłem z jaskini zostawiając psa samego ze śpiącym Kakashi'm. Złożyłem pieczęć i zniknąłem.
Po pięciu minutach byłem na polu treningowym Konohy. Uśmiechnąłem się pod nosem... Wyczułem drugą część Juubi'ego, a to oznaczało, że Ichime gdzieś tu jest... Mój Juubi powiedział:
-Widzę, że też to czujesz... Nie czas jeszcze na to... Najpierw musisz zaadaptować techniki Orochimaru i go wyeliminować... Poczekajmy aż jej część mnie będzie silniejsza... Odwala za nas robotę...- powiedział. Uśmiechnąłem się mrużąc oczy.
-Będzie jak mówisz... To słuszne...- odparłem. W tym momencie wyczułem zwiększenie stężenia jej chakry. Odwróciłem się i użyłem Kuli Ognia, niwelując jej Suiton: Mizudeppō. Stanąłem luźno mierząc ją wzrokiem.
-Doprawdy...? Suiton...?- zakpiłem. Zmarszczyła brwi i ustawiła się w pozycji bojowej. Milczała.- Nie radzę... Nic ci nie pomoże twój Resenegan... Nawet jeśli użyjesz chakry Juubi'ego...- uśmiechnąłem się jadowicie. Otworzyła szeroko oczy.
-Jak ty to...? Skąd ty...?- wydukała. Uniosłem zawadiacko jedną brew.
-Chyba zapominasz o tym, że jestem Sasuke Uchiha...- powiedziałem.
-Jak to...? Nie rozumiem...- spojrzała na mnie zaskoczona. Wyczułem jej strach... Chciała go zamaskować...
-Mam najwyższy poziom Sharingan... Nic przede mną nie ukryjesz...- odparłem. Dostrzegłem jak ścisnęło się jej gardło. Jednak nie zmieniła pozycji.
-Czego chcesz?- spytała pewnie. Chciała zachować pozory... Głupia.
-Nic... Rozrywki szukam... Myślałem o większym wyzwaniu...- skrzywiłem się mrużąc oczy.
-Sugerujesz, że jestem słaba?- spytała zaciskając pięści.
-Owszem.- odparłem.- Coś nie tak?- spytałem unosząc głowę i patrząc na nią z drwiną. Ściągnęły jej się brwi. Zacisnęła zęby. Jej część Juubi'ego powiedziała:
-Szydzi z ciebie...- w głosie czuć było rozbawienie.
-Chyba z nas, a nie ze mnie...- odparła mu.
-Z ciebie. Ma w sobie część mnie, a z siebie nie szydzi... Mówi o tobie...- odrzekł.
-Posłuchaj go... Nie jest głupi... I to co mówi to prawda...- powiedziałem. Spojrzała na mnie zaskoczona.- Tak... Słyszę go... Zdziwiona...?- zakpiłem. Zadrżała jej szczęka. Zamknąłem oczy śmiejąc się z pogardą. Następnie odwróciłem się idąc powolnym spacerem w stronę rzeki. Rzuciła kunaiem. Nie odwracając się złapałem je przy swej głowie.
-Powodzenia...- powiedziałem i puściłem kunai, a to upadło na ziemię. Nie odwracając się szedłem dalej...
Kiedy znalazłem się nad rzeką, spojrzałem w wodę. Wyczułem, że nie jestem sam. Wiedziałem kto stoi w cieniu drzewa... Powiedziałem:
-Wyjdź... I tak wiem, że tu jesteś, Minato Sensei...- odwróciłem się patrząc na swego byłego mistrza. Nie wyciągnął broni. Zapewne będzie się starał namówić mnie na powrót... Nie będzie ryzykował walką... Był sam... W promieniu dwóch kilometrów nie było żywej duszy... Patrzyliśmy sobie w oczy milcząc.
-Też miło cię widzieć... Spodziewałem się cieplejszego powitania...- powiedziałem przerywając ciszę.
<Minato?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz