Siedziałem zamordowany i obolały po treningu Susanoo. Dyszałem ciężko. Rozmyślałem.
~Może byłoby lepiej dla mnie i wszystkich, gdybym wyruszył na jakiś czas szkolić się w samotności...?~ pomyślałem.~ Kakashi'ego nie ma... I w najbliższych dniach nie wróci, a treningi się bez niego i tak nie odbywają więc nic mnie tu w sumie nie trzyma... Może czas stawić się na samodzielnym treningu gdzieś daleko...?~ myślałem. W końcu podjąłem decyzję. Wstałem i zabrałem swoje rzeczy. Zawiązałem na czole bandanę , a ochraniacz przywiązałem do pochwy mego miecza. Do kieszeni włożyłem książkę Itachi'ego i swój zeszyt oraz zdjęcie, oszczędności i w rękę wziąłem bułkę. Ugryzłem kawałek i ruszyłem przed siebie...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Był już wieczór, a ja znajdowałem się w pobliżu miejsca, gdzie niegdyś był mój dom... Teraz były tu tylko zgliszcza domów i wyschnięte kości oraz przysypane piachem i gruzem, poniszczone już przez czas ciała... Przed oczami na nowo stanęły mi płomienie wioski i ciała palących się ludzi... Mimo woli me nogi skierowały mnie w miejsce, gdzie kiedyś mieszkałem... Domu już tam nie było... Tylko zawalona i spalona ruina... Przeszedłem wszystkie zaułki i uliczki, którymi niegdyś biegałem z kolegami. Znałem je na pamięć - każdy kąt... Kiedy nie było już uliczki, na której nie postawiłbym stopy, wskoczyłem na dach jednego z mniej zniszczonych domów i wszedłem na strych. Położyłem się na ziemi i patrzyłem w gwiazdy przez dziurę w dachu... Westchnąłem. Wyciągnąłem zdjęcie. Patrzyłem na nie chwilę... Następnie schowałem je z powrotem w kieszeni na piersi.
Długo zajęło zanim zasnąłem... Ale w końcu zmęczenie wzięło górę... Zasnąłem...
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz