Za tropem doszedłem do kolejnej polany... Rozejrzałem się. Nagle przede mną staną Sasuke. Uśmiechnął się jadowicie.
-Czyli jednak wybrałeś śmierć... To... poświęcenie...- zakpił. Znów zabolało.
-Przyszedłem się przekonać, czy nadal jest w tobie ten Sasuke, którego pamiętam sprzed Masakry... Ja to zacząłem i albo ja to skończę, albo nikt inny...- powiedziałem.
-Nie rozśmieszaj mnie...!- zaśmiał się szyderczo. Nigdy jeszcze go takiego nie widziałem... Zawsze wolał oszczędzać... Nie lubił zabijać... A teraz... Teraz to była maszyna do zabijania... Bez skrupułów... Bez litości... Bez cienia człowieczeństwa...
-Pamiętam twoje oczy tamtego wieczoru... Jak miałeś w nich żal... Rozpacz... Ale była w nich nadzieja...- powiedziałem.
-Nadzieja? Nadzieja matką głupich.- odparł.
-Wiesz dlaczego to wszystko się stało... Wiesz czemu... Więc po co chcesz powtarzać to wszystko, tylko pod innym światłem...?- spytałem.
-Może i jesteśmy podobni... Ale nie tacy sami, Itachi... Ja działam tak, jak każe mi natura Uchiha... Ty ją zaprzedałeś...
-Tak? Czyli twoim zdaniem naturą Uchiha jest droga mordu, śmierci i zniszczenia?!- krzyknąłem. Przerażał mnie. Mówił jak demon...
-Możliwe... Natura Uchiha jest mroczna... I nic tego nie zmieni... Jakie określenia do niej dodasz, to już twój indywidualny wybór...- spojrzał na mnie. W oczach miał Sharingan.
-Spójrz do czego już doprowadziłeś...! Nawet Sakurę już traktujesz jak śmieć! Co się z tobą stało?!- powiedziałem z wyrzutem.
-Jestem sobą... To się stało...- odparł. Zadrżałem.
-Tak łatwo to ja się nie poddam... Słyszysz?!- krzyknąłem. W tym momencie użył Chidori Eiso. Utrzymałem się z trudem na nogach.
-Zabijesz mnie...? Czyli jesteś już aż tak zmarnowany...?- spytałem. Po brodzie ciekła mi krew.- Myślałem, że mam brata... A jak widać nie mam...- dodałem.
-Też myślałem, że mam... Kiedyś sam powiedziałeś, że niezależnie jak postapię, i tak będziesz mnie kochał... Sam widzisz... Miłość jest słabsza od nienawiści... Da się ją złamać... A nienawiść jak raz wrośnie, zostaje w tobie do końca...- powiedział. Na twarzy miał morderczy uśmiech. Zachwiałem się. W tym momencie trafiły mnie cztery kunaie. Sasuke zniknął... Z krzaków wypadły dziewczyny... Spojrzałem na nie. Po policzku spłynęła mi łza... Zamknąłem oczy i upadłem. Nie miałem już siły...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz