Przechodziłem koło sali Sakury, kiedy zdało mi się, że coś dużo tam ludzi. Wszedłem do środka i przepchnąłem się przez lekarzy. Sasuke spokojnie siedział na łóżku Sakury. Podbiegłem go niego i wrzasnąłem:
-Cholera! Sasuke! Co ty wyprawiasz?! Chcesz się wykończyć?!- darłem się. Spojrzał na mnie spokojnie.
-Nie... Właśnie staram się ratować...- odparł.
-Że słucham?! Na pewno odłączając się od aparatury medycznej i inchalatora, bez którego beznadziejnie oddychasz i poruszaniem się z wielką dziurą w klatce piersiowej nie pomagasz swemu zdrowiu!- krzyknąłem. Miałem ochotę go spoliczkować, ale się powstrzymałem. Nie umiałbym go uderzyć.
-A ja wiem... Tęsknota też zabija...- powiedział i zachwiał się. Podtrzymałem go.
-Wracaj do siebie.- zażądałem.
-Nie ma mowy... Nie pójdę nigdzie bez niej...- powiedział. Zaczął kaszleć.
-Idziesz tam, bo musisz być podłączony do tych urządzeń!- zaprzeczyłem. Pewno zaciągnąłbym go tam, ale nagle przestał oddychać.
-Przenieście to wszystko tu, bo on się zaraz udusi!- krzyknąłem, a lekarze rzucili się do drzwi po sprzęt. Spojrzałem na Sasuke. Nie oddychał. Miał otwarte oczy. Potrząsnąłem nim. Nic. Zero reakcji. Był wiotki jak lalka... W tej chwili lekarze ustawili łóżko przy łóżku Sakury. Wziąłem brata na ręce i błyskawicznie położyłem na łóżku. Podłączyli go do tych wszystkich urządzeń i założyli na powrót inchalator... Nic...
-No dalej Sasuke! Nie możesz teraz tak po prostu zejść!- krzyknąłem łapiąc go za rękę. Nagle szerzej otworzył oczy i wziął hałst powietrza. Zaczął się zanosić kaszlem. Objąłem go z całej siły.
-Jesteś uparty jak osioł...! Jeszcze raz mi to zrobisz, a cię osobiście zatłukę!- powiedziałem. Sasuke przestał kaszleć i opadł bez sił na łóżko. Wyciągnął drżącą rękę do Sakury. Złapała ją i spojrzała na niego. Leżał z zamkniętymi oczami, a jego oddech był urywany i świszczący. Usiadłem obok niego na łóżku i wciąż trzymając go za rękę spojrzałem na Sakurę.
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz