Nagle poczułem wielkie wachanie chakry... Zmarszczyłem brwi i użyłem Kanchi. W miejscu, gdzie jeszcze poprzedniego dnia stała wioska mgły, byli Kakashi i Itachi... Zastanowiłem się. Chyba tak po prostu nie znaleźli się akurat tam i akurat teraz... Wszystko było nieco podejrzane... Nagle ta dwójka jak znikąd się tam znajduje..? Dość mało prawdopodobne, jeśli nie niemożliwe. Nagle przy mnie pojawił się Orochimaru.
-Idź... To pułapka... Będą chcieli znów cię namówić na powrót... Możliwość sprawdzenia się...- powiedział oblizując się.
-Jest tak Kakashi... To bardzo silny przeciwnik... Gdyby był sam, to może nie byłoby aż takiego ryzyka, ale jest tam jeszcze mój brat... Nie należy go lekceważyć...- powiedziałem.
-Boisz się?- spytał.
-Nie... Ale nie wydaje mi się, żeby sądzili, że dam się złapać na taki banał... Jest pod tym coś jeszcze...- zmrużyłem oczy.
-To idź się przekonać...- syknął i już go nie było. Zmarszczyłem czoło, ale wskoczyłem na przywołanego orła i poleciałem na miejsce...
Po kwadransie już tam byłem... Walczyli... Jakoś tak coś mi nie pasowało... Chyba Kakashi bardziej by się starał... W końcu twierdził, że chce zabić Itachi'ego... A walka była co najmniej wyrównana... Itachi był osłabiony chorobą i jadem, więc w gruncie powinien być dla Kakashi'ego wyzwaniem, ale nie aż tak wielkim... Zmarszczyłem czoło... Nagle w mego ptaka trafiło kunai. Zniknął, a ja zacząłem spadać. Ona nagle przestali walczyć. Obróciłem się w locie i wylądowałem dokładnie między nimi dwoma krusząc ziemię. Spojrzałem najpierw na Kakashi'ego, a później na Itachi'ego... Cisza... Nikt nic nie robił... Żaden z nas nawet nie drgnął...
<?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz