poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Sasuke CD Sakura #237

Deidara i Tobi przyszli do szpitala zmienieni kompletnie w inne osoby. Poznałem ich wyłącznie po kolorze paznokci. Wtedy wszedł Kakashi i szybko go ogłuszyli. Nie mogłem opuścić wioski... Spojrzałem nieprzytomnie na Deidarę, który trzymał kunai przy szyi Sakury. Kakashi leżał na ziemi ogłoszony, mego brata nie było... Nagle świat mi zawirował i się zachwiałem. Uznałem, że jak teraz zemdleję upadając na ziemię, to Deidara i Tobi uciekną czyszcząc kawałek wspomnień Sakury, dotyczący ich obecności, a Kakashi'emu nic nie zrobią ze względu na to, że nawet nie zdążył ich poznać... Wiedziałem, że nie zrobią im krzywdy, bo to ściągnie uwagę Hashiramy... Zacząłem się na nowo chwiać. Deidara spojrzał na mnie zaskoczony.
-Co ci jest...?- spytał marszcząc czoło.
-Uciekajcie...- powiedziałem słabym głosem i upadłem na ziemię tracąc przytomność. Ma głowa głucho uderzyła o posadzkę i poczułem jak po skroni spływa mi krew. Usłyszałem krzyk jak zza mgły:
-Kage?!- wrzasnął jakiś lekarz. Deidara i Tobi zniknęli nawet nie ruszając Sakury. Dalej nie wiem co się działo.

***********************************

Ocknąłem się z powrotem w łóżku... Obok mnie siedziała Sakura, a pod ścianą Itachi. Kakashi'ego nigdzie nie było.
-Co się stało...?- spytałem nie obecnie. Złapałem się za głowę.- I co jest kurwa z moją głową...?- jęknąłem.
-Czy ty zawsze musisz się pakować w kłopoty?- spytał Itachi i do mnie podszedł. Spojrzał na mnie siadając obok Sakury.- Żeby się tak po prostu zwalić na ziemię tracąc przytomność? Doprawdy?- spojrzał na mnie jak ja ofiarę losu. Uśmiechnąłem się skwapliwie.
-Taki dar, bracie... Jest dość rodzinny...- zaśmiałem się krótko.
-Nie denerwuj mnie...- powiedział.
-Oj nie przesadzaj...- mruknąłem.
-Nic ci nie jest?- spytała Sakura.
-Mi nie. A tobie?- spytałem.
-Nie... Nic mi się nie stało...- odparła.
-A Kakashi...?- spytałem.
-Nic mu nie jest. Tylko będzie miał siniaka. Nic więcej.- przytuliła mnie.- Powiedziałam mu co zaszło. Poszedł na trening.
-Ech... Znowu sprowadzam na was kłopoty...- westchnąłem.
-Nie obwiniaj się... Nie powinni byli przychodzić...- powiedziała.
-A ja nie powinienem mdleć w trakcie akcji...- mruknąłem.
-Akurat tu dobrze... Bo przestraszyli się, że ich rozpoznają i uciekli... Lekarze myślą, że Kakashi zemdlał, a ty wywaliłeś się próbując mu pomóc i walnąłeś się w głowę.- powiedziała.
-Super... Czyli jeszcze wyszedłem na ciotę...- skrzywiłem się.

<?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy