Spojrzałem ze złością na Deidarę. Wstałem i podszedłem do niego wściekły. Uniosłem go za płaszcz nad ziemię i przywaliłem mu w twarz.
-Co robisz, sukinsynie...?!- warknąłem na niego. Wyrwał się. Wylądował na ziemi.
-Za Sasori...- odwarknął.
-Oboje jesteście jacyś powaleni...!- spojrzałem na niego morderczo.
-Tak? A ty i ta twoja "Sakura" to niby nie?!- krzyknął.
-Słuchaj dzieciaku... Jeszcze raz ją obrazisz, a więcej słońca nie ujrzysz...- zagroziłem mu. Byłem co prawda tylko rok starszy, ale wiedziałem, że nie znosił, kiedy się do niego mówiło dzieciak.
-Ach tak...?- wstał z ziemi i podszedł do mnie. Był dobrą głowę niższy.
-I co mi zrobisz?- zakpiłem.- Pożuj sobie glinę!- wybuchnąłem śmiechem. Zeszłościł się i spróbował trzasnąć mnie w twarz, jednak ja użyłem Rinnegana i znalazłem się za nim, a on uderzył w próżnię. Zaśmiałem się.
-I ty jesteś w Akatsuki!- zakpiłem.
-A ty to niby lepszy!- warknął i rzucił we mnie figurką z gliny. Odskoczyłem, a ta trafiła w próżnię, jak wcześniej jego ręka.
-Poćwicz, a może przyjmę wyzwanie...- powiedziałem i złożyłem pieczęć. Znalazłem się w domu. Sakura była w łazience i przemywała rękę.
-Skurwysyn...- mruknąłem i pomogłem jej.
<Sakura?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz